dzień z ...
comments 6

Dzień z… Agnieszką Kowalewską

-12

Kontynuujemy cykl „dzień z…”, w którym publikujemy rozmowy z Mamami, naszymi cudownymi Czytelniczkami… Dziękujemy Wam za liczne zgłoszenia, dajecie siłę innym i jesteście źródłem niezwykłych inspiracji. Dzisiaj przedstawiamy Wam Agnieszkę Kowalewską autorkę bloga Mamowymi Oczami  i mamę półtorarocznej Amelii, która zaprasza nas do swojego świata. Zapraszamy do lektury.

-15

Nasza rodzina składa się z wielu czynników. Jednym z rodzinnych ogniw jest nasza trójka: Amelia, mój narzeczony i ja. Mel jak ją nazywamy, urodziła się 1,5 roku temu i zdobyła serca wszystkich. Nie będę rozpisywać się na temat dziadków, bo oczywistą sprawą jest, że Amelia to ich „oczko w głowie”:) Podobnie z nami – rodzicami. Przez pewien czas, kiedy Amelia była jeszcze w brzuchu i po porodzie, byłam z nią sama, ponieważ mój partner pracował za granicą. Był to dla nas ciężki okres. Z biegiem czasu miło wspominam jego powroty do domu i to, kiedy po przebudzeniu się z rana brał Amelkę do łóżka a Ona uśmiechała się do niego tak, jakby zawsze wiedziała, że to jej tato i był z nią na co dzień. Takie doświadczenia spajają rodzinę i można się dużo o sobie nawzajem dowiedzieć. Uświadomiliśmy sobie, że moc jest w nas i nie damy się złamać. Nie jesteśmy jedyną rodziną, która borykała się z rozłąką podczas ciąży oraz po urodzeniu dziecka. Dla każdego jest to trudne i właśnie dlatego uważam, że dla samych siebie –  jesteśmy wyjątkowi.

-16

Kiedy zostałam mamą poczułam, że… mój świat stanął na głowie! Ciężko przeszłam operację cesarskiego cięcia i po powrocie do domu mogłam praktycznie tylko leżeć. Mój narzeczony wrócił specjalnie na czas porodu z zagranicy, niestety termin przeciągnął się o tydzień  i dlatego tydzień po porodzie musiał już wyjechać. Szczerze, to nie potrafiłam się cieszyć tą magiczną chwilą narodzin, a po tygodniu zostałam sama z dzieckiem do którego nie dołączyli instrukcji obsługi;) Przyznam się, że wszystkie czynności przy małej takie jak przewijanie, kąpiel, karmienie oraz ubieranie wykonywał mój partner. Któregoś dnia nie wytrzymałam (bo ile można nic nie robić) i pamiętam jak nieudolnie zmieniłam pampersa, przebierałam śpiochy i nosiłam córkę na rękach. Popłakałam się. Doszło do mnie, że to moje dziecko i może to zabrzmi śmiesznie, ale wtedy poczułam się mamą!

Moje dziecko jest… „złote”. Wiem, że większość z Was pomyśli, że się przechwalam, ale jest to dziecko idealne. Od urodzenia nie było z nią problemów, żadnych nocnych awantur, lekka kolka, miała apetyt, przesypiała nocki, sama usypiała. Tak naprawdę to dopiero teraz wychodzi prawdziwy charakter. Po skończonym roku buzia się nie zamyka, gada i powtarza wszystko. Szybko się uczy. Na co dzień jest radosną dziewczynką i nadal nie mam z nią problemów. Czasem ma „humorki” i potrafi pokazać różki ale oczywiste jest, że w tym wieku trzeba ukierunkowywać dziecko. Nie zawsze chce ze mną współpracować ;-), ale taka już ludzka natura. Jestem zadowolona z jej relacji z innymi dziećmi, garnie się do nich i cieszy się kiedy jest wśród nich. Jednym słowem jest towarzyska.

Najbardziej lubię chwile… kiedy jesteśmy razem. Nie często mamy okazję pójść na wspólny spacer czy spędzić cały dzień we trójkę. Kiedy zdarzy się dzień, kiedy nie musimy nic robić to wykorzystujemy go do maksimum! Jeżeli pogoda dopisuje idziemy na spacer do puszczy bądź nad jezioro – mała uwielbia ruch na świeżym powietrzu. Lubimy wspólnie gotować obiady i wygłupiać się do wieczora. Po kąpieli przebieram Amelkę w piżamkę, a tata opowiada bajki na dobranoc. Często słyszę wtedy jak mówi tacie, że go kocha i takie chwile chciałabym zatrzymać na zawsze.

W ciąży zaskoczyło mnie… to, że czułam się rewelacyjnie. Nasłuchałam i naoglądałam się mnóstwo opowieści i filmów w których kobiety przechodziły przez ciążowe piekło. Myślałam, że przez połowę czasu będę mieszkać w toalecie a drugą połowę spędzę w łóżku bo tak przytyję, że nie będę w stanie się ruszać dalej niż z pokoju do kuchni. Czekałam na te nieprzyjemne objawy ciążowe, ale przez całe 9 miesięcy nic :) Zero mdłości, zachcianek praktycznie nie odczuwałam, energii miałam za dwoje i super się czułam zarówno pod względem psychicznym jak i fizycznym.

-13

Pierwsze chwile z maluszkiem były dziwne. Amelia urodziła się przez cesarskie cięcie, jak już wspomniałam, ciężko to przeszłam. Wymagane było „szybkie cięcie”, więc znieczulenie nie zdążyło się równomiernie rozejść. Ból był nie do opisania słowami. Dostałam morfinę. Kiedy wyciągnęli Mel i usłyszałam płacz, ulżyło mi. Byłam zmęczona bólem i nie towarzyszyło mi typowe wzruszenie czy ckliwość. Położyli mi dziecko na piersiach, była ciepła, czysta i nie płakała. Patrzyła się na mnie i miałam wrażenie, że wie kim jestem. Strasznie mi przykro, że nie mogłam cieszyć się tą chwilą w pełni. Mam nadzieję, że przy kolejnym dziecku poczuję „ten moment”.

Największa ciążową zachcianką były… truskawki. Na początku ciąży nie odczuwałam takich typowych zachcianek, które są przypisywane przyszłym mamom. Latem, kiedy zaczęły się nasze polskie truskawki – nie potrafiłam się opanować. Zjadałam po 3-4 kg dziennie! Mogłabym więcej, ale z rozsądku się ograniczałam. Więcej „grzechów” nie pamiętam :)

-17

Nie wyobrażam sobie… życia bez dziecka. Lubiłam studenckie czasy, kiedy musiałam troszczyć się jedynie o siebie, ale to dziecko zmienia myślenie o 180 stopni i sprawia, że czuję się spełniona. Jestem z Amelią, widzę jak rośnie, rozwija się i uczy nowych rzeczy. Wiem, że to ja ją stworzyłam i jestem z niej dumna. Zajmowanie się córką sprawia mi największą przyjemność na świecie. Nigdy nie myślałam, że moje serce może wypełnić tak głęboka i wielka miłość.

PRZEPIS NA MUFFINKI:

-10

– 2 szklanki mąki (s)

– pół szklanki cukru (s)

– 2płaskie łyżeczki proszku do pieczenia (s)

– 2 łyżki kakao (s)

– pół szklanki oleju (m)

– 1 jajo (m)

– szklanka mleka (m)

– ulubione dodatki :) (ja dałam ciastka, gorzką czekoladę i owoce leśne)

Sposób przygotowania: Mieszamy w osobnych miskach suche (s) i mokre (m) składniki. Po dokładnym zmieszaniu łączymy s+m, dodajemy ciastka i pokruszoną czekoladę. (zostawiamy odrobinę na przykrycie owoców). Tak przygotowaną masę wlewamy do foremek na 2/3 wysokości. Na wierzchu układamy owoce i lekko przykrywamy pozostałością masy muffinkowej. Można położyć też na wierzchu cząstki czekolady i resztki ciasteczek. Pieczemy w temp 180 s tC (termoobieg) przez 15-18 min i gotowe :) Smacznego !

 

6 Comments

  1. Ola says

    Piękna historia. Tez jestem w ciąży i z zaciekawieniem czytam cykl wpisów „dzień z… ” Wszystkie wpisy z tego cyklu mają w sobie tyle uczuc i za każdym razem się wzruszam. Pozdrawiam mamy i przyszłe mamy :)

  2. Pingback: Baby BOOOM by Zosia Ślotała i nasze skromne osoby na „dywaniku” :) | mamowymioczami.pl

  3. Aga says

    Brawo :) fajnie się czyta !!! Czekamy na więcej takich pozytywnych mam.

  4. przeżycia każdej ciężarnej czy też mamy różnią się diametralnie…. fajnie poczytać jak to jest u innych z emocjami, zachciankami itd. ;)

  5. Sawalinka says

    Cudowna, ciepła, piekna i mądra kobieta…wspaniała, czula mama. Poznalaysmy sie na instagramie, swoimi zdjęciami filmikami z Mel wprowadza nas wszystkie w swoj wspaniały świat. Kazdego dnia podziwiam i zazdroszcze tej magicznej więzi jaka łączy ja z Mel. Ta milosc, przywiązanie i troskę widac w kadym geście i spojrzeniu. Gratuluje Aga ❤️

  6. Ania -candyqueeniee says

    Kocham Mala Mel ❤️❤️❤️..
    Slicznie ! Tylko .. Czemu ja placze?! .. Ah te Ciazowe Hormony

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>