dzień z ..., Uncategorized
comment 1

Dzień z… Natalią Ledzińską

-36

Dziewczyny!

Kolejny tydzień i kolejna odsłona naszego cyklu dzień z, podczas którego prezentujemy inspirujące blogi mam, które pokazują nam cząstkę siebie i swojej rodziny. Wspaniałe fotografie, mnóstwo pomocnych porad i ciekawe historie tak pokrótce można scharakteryzować nasz cykl. Dzisiaj zapraszamy Was do świata Natalii i jej rodziny, autorki bloga www.kakaokawka.pl, nas urzekł jej kolorowy pamiętnik i profesjonalne fotografie!

Natalia, Jerzy i Jan – to nasza trzyosobowa rodzina. Trzy lata temu zostałam żoną swojego najlepszego przyjaciela. Rok temu zostałam Mamą najwspanialszego chłopca na świecie. Czy mogłabym chcieć czegoś więcej? Śmiało mogę powiedzieć, że nasza rodzina jest wyjątkowa. Dlaczego? Dlatego, że dla siebie nawzajem jesteśmy wyjątkowi i niezastąpieni!
Nie jesteśmy idealni – mamy swoje wady i przyzwyczajenia. Jerzy chrapie, ja szybko się denerwuję, a Janek przeraźliwie piszczy. Zlew zapełnia nam się naczyniami w nadzwyczaj szybkim tempie i czasem zapomnimy odkurzyć mieszkanie. Ale to przecież nie jest najważniejsze! Najważniejsze, by być razem.
Mieszkamy w Giżycku, w samym sercu Mazur. Jak spojrzę przez okno w kuchni pod odpowiednim kątem, to nawet widzę jezioro! Często śmiejemy się, że jesteśmy na niekończącym się rejsie – spędzamy razem każdy dzień, od rana do wieczora, „na jednej łajbie”; nawet do pracy chodzimy razem! To tylko upewnia nas w tym, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Oboje zajmujemy się fotografią – mamy to szczęście, że łączymy pasję z pracą. Poniekąd, także z miłości do fotografii powstał blog – teraz mam większą motywację, by doskonalić warsztat i jeszcze częściej brać aparat do ręki.
  -35
Kiedy zostałam mamą poczułam, co to znaczy pokochać bezgranicznie i bezinteresownie.  Poczułam też, że teraz przed nami wielka misja. Misja wychowania Janka na dobrego i szczęśliwego człowieka. Poczułam, że nie jesteśmy już odpowiedzialni tylko za siebie nawzajem, ale oboje jesteśmy odpowiedzialni za nowego, małego WIELKIEGO Człowieka. Nie jesteśmy już tylko dla siebie, ale głównie dla niego. To On uczy nas, jak czerpać radość nawet z najmniejszych rzeczy.
Moje dziecko jest Cudem. Największym darem jaki mogliśmy otrzymać. Janek jest pogodnym dzieckiem, dającym nam na co dzień całą gamę radości i wzruszeń. Kocham patrzeć w te błyszczące, niebieskie, najszczersze na świecie oczka! Choć nie będę ukrywać, czasem potrafi dać w kość… a potem jednym uśmiechem sprawić, że o wszystkim zapominam. Aaaa, i jeszcze jedno: uwielbiam jego zapach!
Najbardziej lubię chwile, kiedy mogę wycałować i poprzytulać Janka. Teraz, kiedy Jancio jest już bardziej świadomy, sprawia mu to dużo radości, śmieje się w głos, sam zaczepia, podszczypuje i gilgocze. Jego małe stópki mogłabym całować i podgryzać bez przerwy! A kiedy turlamy się, gilgoczemy i śmiejemy we trójkę? To lubię najbardziej!
W ciąży zaskoczyło mnie to, że rozpłakałam się na dziale z dziecięcymi ubrankami! Tak po prostu, w jednej chwili zaczęłam płakać. Po czym nieśmiało rozejrzałam się, czy ktoś patrzy, ale całe szczęście, byłam tam wtedy sama. Te małe skarpeteczki, czapeczki i pajacyki sprawiły, że tak bardzo chciałam już zobaczyć naszego Janka i zalałam się łzami z tego wzrusznia… Ah, te ciążowe hormony…
Pierwsze chwile z maluszkiem były dla mnie trudne, ale zarazem piękne i niepowtarzalne! Pamiętam, jak trzymałam w ramionach to cieplutkie zawiniątko i nie mogłam uwierzyć, że po tylu miesiącach wyczekiwania, Janek jest już z nami.  Dobrze pamiętam dzień, kiedy wróciliśmy do domu ze szpitala, zmęczenie brało górę i nie miałam siły na nic. Wystarczyło, że spojrzałam na naszego Syna i wiedziałam, że to zmęczenie NIC nie znaczy wobec tej ogromnej radości, która wraz z Jankiem zamieszkała w naszym domu.
Największa ciążową zachcianką było… chyba kakao:) Piszę „chyba”, bo nie potrafię przypomnieć sobie takiej typowej ciążowej zachcianki. Może po prostu ich nie było:)?
Nie wyobrażam sobie tego, że nie bylibyśmy w tym momencie rodzicami. Nie wiem, co mielibyśmy robić sami, nudzilibyśmy się potwornie! Ja już nawet nie potrafię sobie przypomnieć jak wyglądało nasze życie jeszcze przed narodzinami Janka. Teraz, jako rodzice, żyjemy wreszcie pełnią życia. Jesteśmy RODZINĄ.
  -37
Z innymi mamami chciałabym podzielić się przepisem na ciasteczka dla naszych pociech. Coś smacznego i słodkiego, ale bez cukru:) Ciastko w rękę i świeżo wyciśnięty sok – idealne na drugie śniadanie!

Potrzebne będą:
– półtorej szklanki mąki (ja zmieszałam orkiszową z pszenną – użyj taką, jaką znajdziesz)
– 2 marchewki
– jajko
– łyżka miękkiego masła
– dowolne suszone owoce
– pół szklanki płatków owsianych
– łyżeczka proszku do pieczenia
– łyżeczka cynamonu
– dwie łyżeczki karobu

 Suszone owoce (w jednej misce) i płatki owsiane (w drugiej) zalewamy wodą do pokrycia i odstawiamy. W tym czasie ścieramy marchewkę na drobnych oczkach.
Dodajemy mąkę, masło, jajko, proszek do pieczenia, przyprawy i namoknięte płatki owsiane (jeśli została Ci jakaś woda – odlej ją).
Owoce odcedzamy, siekamy drobno (dla starszych dzieci można zostawić większe kawałki). Co dalej? Nic prostszego – mieszamy wszystko razem – ja wyrabiałam ręką. W razie potrzeby podsypuj mąką, ciasto nie może być klejące.
Robimy kulki w miarę równej wielkości, spłaszczamy, układamy na podsypanej mąką blaszce i do pieca! 10-15 minut (musisz obserwować, tu nie ma zasady) i GOTOWE!
Smacznego!

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>